Cześć Dziewczyny :)
Tytuł postu mówi sam za siebie - więc bez zbędnych wstępów przedstawiam Wam dziś produkty, które w ostatnim miesiącu nieźle dały mi w kość.
Taft, delikatny lakier do włosów - rzekomo łagodny dla skóry głowy :) Żeby tego było mało, podobno chroniący przed wysuszeniem, wiatrem wilgocią i promieniowaniem UV. Bardzo podoba mi się to, że lakier nie jest perfumowany. Nigdy nie lubiłam tego, kiedy czuć zapach kosmetyków bardziej niż moją wodę toaletową... ale czemu tak bardzo się nie polubiliśmy? Skleja włosy jak cholera! Owszem, producent obiecuje mocne utrwalenie, ale pisze również o nie sklejaniu i łatwości wyczesania. Ha, ha, ha...
Wellness Beauty, żel pod prysznic wersja Apricotowa :) - od produktów tego typu wymagam tylko trzech rzeczy: mycia, nie wysuszania, przyjemnego zapachu. Zakup tego produktu skłonił mnie do odwrócenia hierarchii moich wymagań, stawiając zapach na pierwszym miejscu... Strasznie męczący, słodki, mdły zapach. Nie daje uczucia odświeżenia. Nigdy więcej! Na szczęście mało go zostało, jakoś wymęczę i z nieukrywaną radością kupię coś nowego...
Nivea, pomadka pure & natural, olive & lemon - Nivea chyba bardzo sobie ukochała znaczek "&", haha :) Pomadka fajnie pachnie, dobrze nawilża, przyjemnie się używa... w czym tkwi więc problem? Jedno słowo: uczulenie. Dziękuję, żegnam, nie spotkamy się więcej!
Loton, serum jedwabne - produkt kupiony na etapie "oddam wszystko za końcówki w dobrym stanie!" i rzeczywiście, po wizycie u fryzjera regularnie wcierałam to serum w końcówki włosów. Dwa miesiące później stwierdzam, że nie są one ani trochę porozdwajane. Niestety dopadło je mega przesuszenie :( W związku z tym, że dotyczy to tylko i wyłącznie końcówek, podejrzewam, że to sprawka tego produktu.
Dziewczyny, jakie zamienniki tych produktów możecie mi zaproponować? A może u Was się sprawdziły?
Na koniec ostatni upierdliwiec - ale na październik, tak z wyprzedzeniem. Niestety już wiem, że nasza współpraca będzie bardzo zajmująca... Biochemia.
Pozdrawiam ciepło,
Kamila



Kilka dni temu skusiłam się na pomadkę Tisane. Przez ten krótki okres zdążyłyśmy się polubić, ale nie wiem jak będzie dalej, więc nie zachęcam zbytnio ;)
OdpowiedzUsuńRównież nie pasuje mi też żel z biedronki. Straszny jest, zmyć go w ogóle z twarzy nie mogę. Za to zapach kojarzy mi się z jagodami. Uwielbiam go wąchać ;) A pomadkę z Nivei chciałam kupić i sama już nie wiem...
OdpowiedzUsuńSzkoda, że nie jesteś zadowolona z żelu BB :(.
OdpowiedzUsuńA co do balsamu do ust to spróbuj Tisane, jest cudowny!!
Ja używałam tego żelu tylko do demakijażu, potem kolejnego do czyszczania twarzy. Jakoś nie wpadłam, że to cos więcej niż produkt do demakijażu ;).
OdpowiedzUsuńA z owocowych żeli pod prysznic, polecam Yves Rocher
Zamiast tej wersji tafta polecam wersję zieloną która ma niby powiększać objętość - kit, ale nie skleja włosów i dobrze utrwala ;)
OdpowiedzUsuńJa też nie lubię tego żelu z Biedronki. Nie wiem czym się tu można zachwycać. A szkoda, bo wielu osobom on pasuje.
OdpowiedzUsuń