Follow us

LightBlog

NOWE POSTY

LightBlog

9.10.2011

Kity września

Cześć Dziewczyny :)
Tytuł postu mówi sam za siebie - więc bez zbędnych wstępów przedstawiam Wam dziś produkty, które w ostatnim miesiącu nieźle dały mi w kość.

Żel micelarny Be Beauty - kiedy już udało mi się go dorwać, nie mogłam doczekać się momentu, w którym go użyję. Kusił mnie zapachem, składem, ceną, opiniami. Niestety im dłużej go używam, tym bardziej się uprzedzam... Kuszący zapach w połowie opakowania stał się niesamowicie męczący, mimo że nie jest nachalny. Konsystencja fajna, ale ślizgająca się po skórze, dlatego nie odczuwam porządnego oczyszczenia. Po umyciu twarzy nie czuję ściągnięcia, mogłabym nie używać kremu nawilżającego. A jednak... nawet, kiedy pomijałam ten ostatni krok, czułam, że żel obciąża moją buzię. Niestety wydaje mi się, ze używanie tego produktu wpłynęło na większe przetłuszczanie się cery. Mam wrażenie, że jest ona również bardziej podatna na zapychanie. Wykończyć - wykończę, ale drugi raz raczej nie kupię.

Taft, delikatny lakier do włosów - rzekomo łagodny dla skóry głowy :) Żeby tego było mało, podobno chroniący przed wysuszeniem, wiatrem wilgocią i promieniowaniem UV. Bardzo podoba mi się to, że lakier nie jest perfumowany. Nigdy nie lubiłam tego, kiedy czuć zapach kosmetyków bardziej niż moją wodę toaletową... ale czemu tak bardzo się nie polubiliśmy? Skleja włosy jak cholera! Owszem, producent obiecuje mocne utrwalenie, ale pisze również o nie sklejaniu i łatwości wyczesania. Ha, ha, ha...

Wellness Beauty, żel pod prysznic wersja Apricotowa :) - od produktów tego typu wymagam tylko trzech rzeczy: mycia, nie wysuszania, przyjemnego zapachu. Zakup tego produktu skłonił mnie do odwrócenia hierarchii moich wymagań, stawiając zapach na pierwszym miejscu... Strasznie męczący, słodki, mdły zapach. Nie daje uczucia odświeżenia. Nigdy więcej! Na szczęście mało go zostało, jakoś wymęczę i z nieukrywaną radością kupię coś nowego...

Nivea, pomadka pure & natural, olive & lemon - Nivea chyba bardzo sobie ukochała znaczek "&", haha :) Pomadka fajnie pachnie, dobrze nawilża, przyjemnie się używa... w czym tkwi więc problem? Jedno słowo: uczulenie. Dziękuję, żegnam, nie spotkamy się więcej!

Loton, serum jedwabne - produkt kupiony na etapie "oddam wszystko za końcówki w dobrym stanie!" i rzeczywiście, po wizycie u fryzjera regularnie wcierałam to serum w końcówki włosów. Dwa miesiące później stwierdzam, że nie są one ani trochę porozdwajane. Niestety dopadło je mega przesuszenie :( W związku z tym, że dotyczy to tylko i wyłącznie końcówek, podejrzewam, że to sprawka tego produktu.

Dziewczyny, jakie zamienniki tych produktów możecie mi zaproponować? A może u Was się sprawdziły?
Na koniec ostatni upierdliwiec - ale na październik, tak z wyprzedzeniem. Niestety już wiem, że nasza współpraca będzie bardzo zajmująca... Biochemia. 


Pozdrawiam ciepło,
Kamila 

6 komentarzy:

  1. Kilka dni temu skusiłam się na pomadkę Tisane. Przez ten krótki okres zdążyłyśmy się polubić, ale nie wiem jak będzie dalej, więc nie zachęcam zbytnio ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Również nie pasuje mi też żel z biedronki. Straszny jest, zmyć go w ogóle z twarzy nie mogę. Za to zapach kojarzy mi się z jagodami. Uwielbiam go wąchać ;) A pomadkę z Nivei chciałam kupić i sama już nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że nie jesteś zadowolona z żelu BB :(.
    A co do balsamu do ust to spróbuj Tisane, jest cudowny!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja używałam tego żelu tylko do demakijażu, potem kolejnego do czyszczania twarzy. Jakoś nie wpadłam, że to cos więcej niż produkt do demakijażu ;).

    A z owocowych żeli pod prysznic, polecam Yves Rocher

    OdpowiedzUsuń
  5. Zamiast tej wersji tafta polecam wersję zieloną która ma niby powiększać objętość - kit, ale nie skleja włosów i dobrze utrwala ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też nie lubię tego żelu z Biedronki. Nie wiem czym się tu można zachwycać. A szkoda, bo wielu osobom on pasuje.

    OdpowiedzUsuń

Adbox