Follow us

LightBlog

NOWE POSTY

LightBlog

22.07.2011

Test tuszowy: Rimmel, Extra Super Lash

Trzeci post - i ostatni, póki co:) I do tego ciężko jakoś było mi się zabrać. Miałam zamiar przedstawić Wam jeszcze dwa tusze, które znam, lubię i kupuję kiedy nie mam pomysłu na nic nowego, ale... o tym kiedyś, nie mam serca zamęczać czytelniczki postami o tej samej tematyce, pisanymi ciągle w ten sam sposób.

Testów dzień trzeci: Rimmel, Extra Super Lashes - Lash Building Mascara, Waterproof

Przypominam, że o tym jakie są moje rzęsy, jak wyglądają przed pomalowaniem i jakie mam wymagania tuszowe przeczytasz [TUTAJ] - zapraszam :).


Z ogromną nadzieją sięgnęłam dzisiaj po ten tusz ze względu na wczorajszy średnio udany tuszowy dzień. Opakowanie jest bardzo przyjemne dla oka, zgrabne, zachęcające do zakupu. Mieści w sobie 8ml produktu. Co mnie zaskoczyło - producent wskazuje na opakowaniu, że produkt nadaje się do użycia przez 12 miesięcy po otwarciu (w przypadku powiedzmy Turbo boost czas ten to 6 miesięcy). Nie wiem co osoba umieszczająca takie oznaczenie miała na myśli, być może chodziło o to, że tusz psuje się po 12 miesiącach - bo o używaniu przez taki okres nie ma mowy. Egzemplarz, który posiadam, po miesiącu od otwarcia jest już przeschnięty.

Na KWC czytamy:
Super odporny tusz do rzęs, który nie tylko pogrubia i wydłuża rzęsy nie sklejając ich, ale również posiada 100% wodoodporną formułę. Zawiera specjalną kombinację hydrożeli, które skutecznie zapobiegają sklejaniu sie rzęs nawet po nałożeniu kolejnych warstw. Nadaje się dla osób o wrażliwych oczach oraz użytkowniczek szkieł kontaktowych. Przebadany oftalmologicznie.
Oczekuję więc wydłużenia, pogrubienia, rozczesania oraz tego, że tusz wytrzyma w niezłym stanie do wieczora.

Musze przyznać, że szczoteczka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Trójkątny kształt i sztywność początkowo wcale do mnie nie przemawiały. Na pierwszy rzut oka - dużo tuszu. Szczoteczka dobrze układa się podczas malowania, wyłapuje rzęsy tak jak trzeba. Nie miałam także problemu z dolnymi rzęsami.
I znów problem z zapachem...



Nakładanie nie było proste. Tusz jest gęsty i nawet z wygodną szczoteczką ciężko w miarę równomiernie rozprowadzić go na rzęsach. Problemem nie można dotrzeć do wszystkich rzęs a to, że produkt jest taki pastowy, co uniemożliwia szczoteczce sunięcie po rzęsach.

Niestety już pierwsza warstwa tuszu rozczarowuje :( Idealnie widać jaka jest konsystencja, rzęsy są takie pooblepiane... Nie mogę powiedzieć, że są posklejane, bo szczoteczka w miarę dobrze je rozczesała. Widzę subtelne wydłużenie i pogrubienie. Obietnice związane z efektem - spełnione. To, co jeszcze mi się podoba: większa ilość tuszu zbiera się u nasady rzęs tworząc efekt eyelinera bez eyelinera :D Kolor mógłby być odrobinę intensywniejszy, ale nie będę czepiać się tak mocno.



Ja chyba nie mam ręki do nakładania drugiej warstwy tuszu. Zawsze jakoś te rzęsy posklejam... W przypadku tego tuszu widać to chyba bardzo :3 Na plus jest to, że czerń jest intensywniejsza i kontur oka nabrał wyrazu. Wciąż irytuje mnie ta sucha konsystencja!



Największe przeboje z tym tuszem zaczynają się jednak z czasem, podczas noszenia. Kruszy się (tak, konsystencja) a to co znajdzie się na policzkach nie wędruje po nich w postaci w jakiej się tam znalazło tylko rozmazuje. W tym momencie tusz jest dla mnie stracony :P

Nie będzie to też mój KWC pod względem demakijażu, zdecydowanie. To co się nie obsypało jest nie do zdarcia. Normalnie do demakijażu zużywam dwa małe waciki. W przypadku tego poszło ich 2x tyle a resztki tuszu dalej tkwiły na rzęsach jakby nigdy nic. Wychodząc spod prysznica spojrzałam w lustro.... nadal był. Przywiązał się widać mocno...
Oczywiście właściwość ta może podlegać dyskusji - w końcu tusz jest wodoodporny, musi być bardziej trwały. No, ale żeby nie mógł sobie poradzić z nim sprawdzony płyn do demakijażu oczu?!

Podsumowując recenzję:
Efekt całkiem, całkiem. Zapewnienia producenta w większości spełnione. Kompletna klapa jeśli chodzi o noszenie i demakijaż... Przyznam jednak, że chętnie wypróbuję wersję niewodoodporną.

NA TAK:
Dla osób lubiących tusze o gęstej konsystencji i mających dużo cierpliwości. Ta ostatnia cecha przyda im się do kontrolowania tuszu w ciągu dnia i mozolnego demakijażu.... Jeżeli chodzi o efekt, myślę że będzie fajny dla osób o rzęsach podobnych do moich - szukających w tuszach wszystkiego po trochu, ale nie na skalę efektu teatralnego.

NA NIE:
Dla zabieganych w ciągu dnia, nie mających czasu na poprawki. Oczy na pewno nie będą wyglądać nieskazitelnie przez cały dzień.

***
A tak oprócz notki...
wiedziałyście, że istnieje takie słowo jak oftalmologiczny? Całe życie człowiek się uczy no :)
Ponadto - na zdjęciach możecie zauważyć działanie podkładu Lucy minerals *_* Mam formułę light i mimo tego, że jest lżejsza niż oryginalna f. to świetnie radzi sobie z ukrywaniem cieni pod oczami i zaskórników. Skóra przy tym jest wygładzona i wygląda jakbym zupełnie nic na niej nie miała. I jak tu nie kochać minerałów?

17 komentarzy:

  1. nie prezentuje sie mistrzowsko, ale tez nie najgorzej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja kilka lat temu używałam tego tuszu ale w wersji normalnej..i z wygiętą szczoteczką :) i byłam zadowolona na tyle,że spokojnie zużyłam 5-6 opakowań

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam go nigdy ale wcale nie jest źle, masz ładne rzęsy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo trudno o dobry i wodoodporny tusz ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. Dodaję do obserwowanych :)
    Wyobrażam sobie już ten wieczór bez rodziców i te spalone garnki. ;) Ja z moją przyjaciółką z lat dziecięcych miałam podobne przygody.
    W ogóle doczytałam się, że oboje studiujemy w Bydgoszczy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedziałam, że istnieje takie słowo :D po angielsku ophthalmologist to okulista :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, niemieckiego? :D ja się uczyłam 6 lat (dwa razy po 3 lata od podstaw :P) i jakoś mi nie podpasował. W liceum wzięłam rosyjski i mam nadzieję, że od października będę kontynuować :) w sumie do tej pory cośtam rozumiem z niemieckiego, ale brakowało mi tej swobody, jaką mam w angielskim, a nawet w rosyjskim (już po 3 latach gier i zabaw aniżeli prawdziwej nauki :P).

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam nigdy tuszu z Rimmela i chyba nie będę miec :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Peeling St.Ives jest zdecydowanie najlepszy! Biję na głowe wszystkie inne. Z Lirene mam to ten http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=16450 , nawet nie wiem skąd on wziął się u mnie na półce, ale jest straszny... Ma za mało tych drobinek i odnoszę wrażenie, że nic nie robi.

    Mając ten tusz marzyłam, żeby go jak najszybciej skończyć...

    OdpowiedzUsuń
  10. Studiuję angielski i niemiecki na UKW. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo podobna jest z Miss Sporty, nawet po opakowaniu i szczoteczce.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jasne, rób :) Z chęcią zobaczę Twoją kolekcję kredek :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zostałaś wyróżniona w TAGU The Make Up Blogger Award :)
    http://malinowykuferek.blogspot.com/2011/07/tag-make-up-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Całkiem dobrze wygląda na zdjęciach:) Myślę, że niewodoodporny powienien być lepszy, bo z tego co słyszałam wodoodporne zdarzają się bardziej suche, gorsze w nakładaniu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nienawidzę jak tusz się ciężko zmywa. :< W ogóle nie przepadam jakoś za tuszami z Rimmela.
    Pozwolę sobie poobserwować. :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Ehh czyli nie dla mnie :( w ciągu dnia nie mam czasu za bardzo na poprawki. Póki co pozostaję przy moim byle jakim, bez firmowym tuszu za 1,75 funta :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślę, że ten tusz byłby cudowny gdyby miał szczoteczkę jak jego niewodoodporny "brat" - podkręconą :) Tamtą wersję miałam zarówno z prostą jak i podkręconą szczoteczką i różnica jest kolosalna, chociaż "otwór" mają chyba dokładnie taki sam - jak moja siostra skończy tusz to poproszę ją aby zostawiła mi szczoteczkę i zamontuję sobie tą lepszą jak kupię wodoodporny :)

    OdpowiedzUsuń

Adbox