Follow us

LightBlog

NOWE POSTY

LightBlog

21.09.2012

Uroda: Dłonie, razy trzy.

Przygotowałam dziś dla Was recenzję, która (podobnie jak *TEN* post) będzie owocem mojej współpracy ze sklepem Paatal.pl. Warunkami owej współpracy było testowanie produktów przez minimum dwa tygodnie (za co duży plus dla sklepu) i ich podlinkowanie. Wszystko ładnie pięknie, chcę ruszać z recenzjami, by dopełnić zobowiązania, ale... część produktów nie jest dostępna na stronie sprzedawcy. Nie mam pojęcia o co chodzi. Chciałabym jednak napisać już parę słów o produktach, które dostałam, żeby wracając do zajęć na studiach nie mieć poczucia, że mam coś jeszcze do załatwienia. Tylko czy wydłużony okres testowania wyszedł kosmetykom na dobre? 


Obecność powyższego produktu w paczce nieźle mnie rozbawiła. Jestem w stanie wiele zrozumieć - wiem, że może nie wyglądam kobieco a dziewczęco (wiele osób daje mi wiele lat mniej niż mam), ale nigdy nie pomyślałabym, że tkwi we mnie coś z mężczyzny! Cóż... blogerce żadne trudy niestraszne, dlatego rzetelnie wzięłam się za testowanie pilniczka do paznokci Sally Hansen z serii dla mężczyzn

Efekty są... długofalowe, powiedziałabym. Pilniczek jest zdecydowanie zbyt gruby, zbyt mocno ścierający dla delikatnych, damskich paznokci. Nie ma mowy o modelowaniu paznokci, bo fakturze pilniczka naprawdę blisko do faktury papieru ściernego. W wyniku testów nabawiłam się okropnie rozdwajających się paznokci... Po traumatycznych przeżyciach nie poleciłabym tego pilnika nawet mężczyźnie. Nie widzę ani jednego plusa. 


Drugi produkt to już nie śmiech, ale lekka konsternacja... Mam 21 lat i temat zmarszczek i ich spłycania jest raczej dopiero przede mną :). Mimo początkowego uprzedzenia muszę przyznać, ze tym razem testy wypadły nieco lepiej niż w przypadku pilniczka. Już "na wstępie" producent odmładzającej maseczki do rąk nie owija w bawełnę i pisze na opakowaniu o jedynie młodziej wyglądającej skórze :).

Działanie produktu motywowane jest obecnością kompleksu witamin: C, B3 oraz witaminy E wspomagane przez wyciągi z wodorostów, olej z wiesiołka i rumianku. Puff, odwracam saszetkę na drugą stronę, czytam skład - jest naprawdę fajnie: masło shea i gliceryna są całkiem wysoko. Nieco dalej wyciąg z wodorostów (Chondrus crispus extract), algi (Codium tomentosum extract), olej z wiesiołka (Oenothera biennis oil). A gdzie obiecywane witaminy i rumianek? Za perfumami, oczywiście. Prawdę mówiąc nie rozumiem, czemu producent powołuje się na składniki, których ilość jest tak znikoma zamiast obrócić w zaletę to co może realnie zadziałać (masło shea + gliceryna to nawilżenie a nawilżona skóra jest wygładzona). 

Na opakowaniu zalecane jest nakładanie maski na 10-15 min a następnie jej spłukanie. Maska ma konsystencję mleczka do demakijażu, jest biała, pachnie... trudno to opisać. Trochę silikonowo, przypomina mi zapach lateksowych rękawiczek. Podobnie też czułam się mając maseczkę na dłoniach - nałożona grubszą warstwą tworzy powłoczkę, pod którą ręce się grzeją jak we wspomnianych już rękawicach. Po zmyciu skóra dłoni jest wyraźnie zmiękczona, w uczuciu jakby otulona silikonami (a przecież brak ich w składzie, więc to zapewne zasługa olejów). Niestety efekt nie utrzymuje się długo - już następnego dnia wszystko wraca do pierwotnego stanu. Na szczęście 30 ml produktu wystarcza na kilkukrotne powtórzenie zabiegu (5x przy solidnych, grubych warstwach). 

Zdecydowanie nie jest to must have. Gadżet dla mało wymagających dłoni. Nie zadowoli tych, którzy wiecznie walczą z suchą skórą. 


Żeby nie było tak gorzko przez cały post - na koniec produkt, z którego jestem szczerze zadowolona. Lakier Collection2000 nie tylko urzekł mnie kolorem (274 Cocoa), ale również tym, że już jedna warstwa wystarczy, by wyglądał dobrze (drugie zdjęcie). Końcówki paznokci są tylko lekko widoczne. Mój zachwyt nad taką właściwością wynika pewnie z tego, że mam pecha do lakierów, którym i trzy warstwy nie wystarczą. Czekanie aż to wszystko wyschnie jest jedną z tych rzeczy, których szczerze nie lubię, brr... Tym, którzy mnie rozumieją polecam post Ani *KLIK*, który odmienił moje życie :):). 

Słabą stroną lakieru jest niestety jego trwałość - bez utwardzacza już drugiego dnia ściera się i odpryskuje. Perłowe wykończenie jest bezlitosne dla nierównej płytki, ale... mam to w nosie i nie mam zamiaru z tego powodu rezygnować z noszenia koloru, który mi się podoba :).

Zdaję sobie sprawę, że produkty z postu nie są dla Was na wyciągnięcie ręki, dlatego bardzo dziękuję tym, którzy przeczytali całość. A może, mimo trudnej dostępności, miałyście możliwość testowania tych produktów? 

Na jutro przewiduję post lifestyle'owy, wkrótce również coś związanego z rozwojem osobistym oraz organizacją. Do następnego!

4 komentarze:

  1. no to ja czekam na kolejne posty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. padłam jak przeczytałam, że to męski pilniczek :D haha ;)
    dzielna z Ciebie dziewczyna!

    lakier do paznokci bardzo fajny- sprawdziłby się do wykończeń i detali!

    OdpowiedzUsuń
  3. hehe niezle pilniczek dla faceta :)

    _______
    www.malinowa188.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Adbox