Essence powinno być synonimem destrukcji... portfela. Na 8 rzeczy kolorówkowych, które zakupiłam w grudniu lub już w styczniu aż 6 z nich pochodzi z niemieckiej szafy. A największe zło to limitowanki... łącznie z ich zapowiedziami, postami dziewczyn na blogspocie i kuszeniem w inny sposób. Niby kilka pierdółek, w sumie niedrogich, ale jeżeli to się zsumuje portfel okazuje się być lżejszym o dobre x-dziesiąt złotych. No, ale skoro już zakup został dokonany, chciałabym napisać Wam słówko o tym, czego mi przybyło.
Róż z LE Vampire's Love był pierwszym zakupem. W Bydgoszczy róże zniknęły z szafy już chyba w dniu wystawienia limitowanki. Na szczęście w moim mieście ostał się jeden, czekający na mnie. Niewątpliwą zaletą tego różu jest to, że ma pompkę. Ciekawym rozwiązaniem jest jego żelowa formuła, jednak mimo mojego początkowego zachwytu nią, po czasie stwierdzam, że to chyba bardziej utrudnia życie. Trzeba spieszyć się z rozcieraniem produktu, robić to dokładnie i jakimś cudem wyczuć jaka ilość będzie idealna. Za dużo - klapa, wyglądam jakbym miała gorączkę. Za mało - jak dołożę zrobię plamy. Dodatkowo kolor bardzo podkreśla wszelkie zaczerwienienia, naczynka i... przy mojej niemalże przezroczystej cerze wyglądam naprawdę wampirzo. Chętnie oddam go w dobre ręce.
Ledwo zdążyłyśmy odetchnąć po jednej kolekcji a tu już Essence raczy nas kolejną. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zapowiedź LE Crystalliced stwierdziłam, że to kolekcja idealna dla takiego bladziocha jak ja. Na żywo, nie ukrywajmy, rozczarowałam się potwornie. Ostatecznie do koszyka wrzuciłam "tylko" rozświetlacz (bo 2 to mi za mało) i cień w kremie.
Rozświetlacz to dobry zakup, jeżeli jesteście typem urody, który nie wpada w brzoskwiniowy. Nie jest to srebrny rozświetlacz - jest raczej w rozbielonym, szampańskim kolorze. Tworzy perłową taflę, która jest widoczna jako naturalny blask a nie biała plama. Zaskakująco przyjemna trwałość - po 8h nadal jest na swoim miejscu, jednak wieczorem pozostaje po nim tylko wspomnienie.
Co do cieni w kremie... znów - fajna nowinka, aplikator (na który notabene nabiera się tyle kosmetyku, że mogłabym nim pół twarzy wysmarować) i nic poza tym. Na całą powiekę go nie nałożę, ponieważ próba roztarcia powoduje znikanie koloru, zostaje tylko brokat. Nie widzę innego zastosowania niż rozświetlanie wewnętrznego kącika, dlatego cieszę się, że zdecydowałam się tylko na jeden kolor.
Skoro już jesteśmy przy rozświetlaniu - taaaak, kolejny rozświetlacz ^^. Ten kusił mnie już od dłuższego czasu, jest dostępny w stałej kolekcji. Mowa oczywiście o rozświetlaczu Sun club. Produkt ma bardzo fajne pod względem wizualnym opakowanie. Funkcjonalnie - trudno mi powiedzieć, bo po przeglądnięciu paru recenzji na blogach stwierdziłam, że będę przy stosowaniu odkręcać górną część. U wielu dziewczyn na zdjęciach rozświetlacz był porozsypywany. Do sedna... efekt. Ładne, złote rozświetlenie + drobinki. Będzie wspaniały do ciepłych typów urody. Trwałość przeciętna. Niestety po kilku użyciach złapało mnie jednak uczulenie i muszę ustalić, czy to on jest winowajcą...
Również ze stałego asortymentu pochodzi żelowy eyeliner 01 Midnight in Paris. Niestety ten zakup utwierdził mnie w przekonaniu, że żelowe eyelinery nie są dla mnie. Z założenia aplikacja ma być prostsza niż w przypadku tradycyjnego kałamarza lub pisaka - nie w moim przypadku. Przymykając jednak oko na moje zdolności manualne... eyeliner ma według mnie zbyt "mokrą", maślaną konsystencję. Pędzelek nabiera przez to zbyt dużo produktu. Podczas rysowania kreski nie pokrywa powieki "czernią absolutną", pojawiają się prześwity. Brak możliwości korekty - eyeliner bardzo szybko zasycha. Nie zachęca mnie też zapach farbki plakatowej... cóż, więcej żelowego eyelinera nie kupię.
Jest na szczęście pewien produkt, do którego nie mogę się przyczepić. Absolutny "must have" mojej kosmetyczki - korektor stay natural w kolorze 03 Soft nude. Pędzelek - aplikator nie jest tragiczny, jednak sprawniej wychodzi mi rozprowadzenie kosmetyku palcem. Krycie jest minimalne, ale efekt widoczny Nakładam go pod oczy, ponieważ pięknie rozświetla ten obszar, czego zasługą jest żółtawy kolor. Przypudrowany korektor trzyma się dobre 8h. Chyba nigdy nie będę szukać mu zamiennika :)
Niedosyt wywołany Essence postanowiłam zaspokoić wertując szafę Sensique. Za każdym razem, kiedy czytam recenzję blogerek na temat produktów tej firmy obiecuję sobie, że przyjrzę się tym kosmetykom bliżej. Niestety... ja nie potrafię dostrzec w ich stoisku tyle ile Wy. Być może wynika to z tego, że szafa w mojej Naturze nie jest zbyt dobrze utrzymana. Wkurzają mnie pokruszone testery, brudne w brokacie opakowania i wymacane produkty -.-". Z tego co zauważyłam, wiele osób omija tę szafę i kieruje swoje kroki do Essence, Catrice i dalszych szaf. Chciałam dać jednak Sensique szanse - wybrałam więc na próbę paletkę czterech cieni 103 "Glamour palette". Kolory w opakowaniu są piękne, co widać na swatchach^^. Na bazie są jeszcze intensywniejsze. Wyjątkiem jest cień buraczkowy - bardzo oporny, wcale nie chce się ukazać. Pozostałym trzem pod tym względem nie mam nic do zarzucenia. Nie jestem przekonana co do rodzaju perłowości tych cieni. Gdybym zastosowała wszystkie na raz w jednym makijażu z pewnością wyglądałoby to bardzo kiepsko. Jeżeli jednak wykorzystałabym powiedzmy 2 kolory w połączeniu z jakimiś matami, efekt byłby dużo lepszy. Mam też małą obiekcję odnośnie opakowania - cały czas wydaje mi się, że jest obsypane cieniami i stale je wycieram. W rzeczywistości jednak plastik, w którym znajdują się cienie jest taki "drobnokropkowany".
Ostatnim zakupem był lakier Simple Beauty, którego... nie obfocilam ^^. O nim więc następnym razem.
Chyba "dojrzewam kosmetycznie". Zanim wrzucę następny tańszy produkt kolorówkowy do koszyka, przemyślę swoją decyzję kilka razy - po swoich ostatnich zakupach widzę, że zamiast kilku drobiazgów mogłabym mieć jakiś jeden konkretny, wymarzony produkt. Ponadto w tej chwili mam już wszystko co z kolorówki mogłoby być mi potrzebne do szczęścia a nawet więcej. Postaram się wprowadzić projekt denko...
A Wam życzę dziś zadowolenia z zakupów, tych przemyślanych i nie.



podoba mi się też róż :) choć nie wiem, czy jego aplikacja przypadłaby mi do gustu :D
OdpowiedzUsuńZa korektorem w pędzelku Essence nie przepadam. Za to rozświetlacz Crystalliced jest super- choć nie mam superjasnej zimnej karnacji, przeciwnie średnią ciepłą :)
OdpowiedzUsuńNo Kochana zaszalałaś z zakupami. Wszystko mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńsuper zakupy :D coraz bardziej lubię Essence :)
OdpowiedzUsuńOstatnie zdanie bardzo mądre :) Ja już przekonałam się do kupowania podkładów porządnej jakości i inwestuję w spokój ducha i brak frustracji codziennie rano ;)
OdpowiedzUsuńa ja uwielbiam ten eyeliner. mam różnych firm i różnych rodzajów, ale ten jest po prostu cudowny
OdpowiedzUsuńróż na ręce wygląda fajnie:) a i look wampirzy bardzo lubie:)))
OdpowiedzUsuń1sze zdanie mnie powaliło! otóż to! prawda :P
OdpowiedzUsuńTen korektor z essence też miałam jest strasznie mało wydajny. Zapraszam do mnie
OdpowiedzUsuńnapisz mi maila to ustalimy jak Ci mam podrzucić te mini waxy :)
OdpowiedzUsuńZ chęcią bym przygarnęła chociaż połowę to, czego Ty masz :) Bardzo podoba mi się ten róż. Na ręce wygląda naturalnie :)
OdpowiedzUsuńPrzyglądałam się ostatnio tym paletką z Sensique i chyba się skuszę na jakąś, może odcienie zielonego? Bo jak kupię jeszcze brązy to nigdy w życiu ich nie wykończę xD Eyeliner uwielbiam, ale w kolorze brązowym :) Czarny jakoś mnie nie pociągał, wolę taki w kałamarzu.. Dużo mniej bawienia się :D Rach ciach i kreska zrobiona, a z pędzelkiem to się trzeba męczyć... -.- Również uważam korektor z Essence w tym samym odcieniu za niezbędnik, nigdzie jeszcze nie udało mi się znaleźć takiego odcienia, idealny, mam takie same spostrzeżenia, niewydajny, mało kryje, ale świetnie rozświetla, szczególnie mocno zaspane ślepka o poranku :D
OdpowiedzUsuńBuźka ;*
kurde, chyba muszę iść do natury:) przepiękne to wszystko!
OdpowiedzUsuńchciałam kupić ten róż ale jednak chyba zrezygnuję :P a korektor pod oczy musze spróbować bo ostatnio niestety kupiłam za ciemny :/ pozdrawiam.:)
OdpowiedzUsuńzaglądałam właśnie do twojej wymianki i widzę że chciałabyś kredkę z basic te cielistą mogę pomóc w zdobyciu jeśli chcesz bo mam u siebie schleckera i są one tam cały czas :)
OdpowiedzUsuńMuszę sie przyznać ze nigdy nie używałam produktów z essence.Bede musiała kiedyś w koćnu wypróbowac.
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie :)
Ja tam lubię wszystkie kosmetyki z Essence, nie znalazłam jeszcze żadnego badziewia z tej firmy. A korektor uwielbiam :). Zapraszam do mnie, jeśli masz ochotę.
OdpowiedzUsuńBardzo chwalę sobie firmę essence. Chcę się skusić na korektor i chyba w najbliższym czasie wybiorę się do drogerii:) Zapraszam do mnie:)
OdpowiedzUsuńa mnie od dłuższego czasu zastanawia ten korektor, ale chciałabym coś bardziej kryjącego.
OdpowiedzUsuńco do eyelinera to się zgodzę, fajnie się maluje, ale jest ciężki i zmywanie jest katorgą..
A ja jestem z tego eyelinera zadowolona i aplikacja jest prosta mimo, że to mój pierwszy w życiu eyeliner ;) i ze zmyciem też nie miałam większych problemów - płyn do demakijażu daje radę :)
OdpowiedzUsuńhttp://nuttinbutstyle.blogspot.com/
trzymam kciuki i udanej nauki ;)
OdpowiedzUsuńGdzie jesteś? Wracaj do nas z czeluści SESJI!
OdpowiedzUsuńBuźka ;*