Follow us

LightBlog

NOWE POSTY

LightBlog

16.12.2011

Test tuszowy: Bourjois i Essence

Hej Kochane!!! Wreszcie ten horror się kończy - widać światełko w tunelu wiecznej nauki. Ten semestr mnie dobił, wyssał resztki chęci do czegokolwiek a spanie stało się moim sensem życia. W przyszłym tygodniu jeszcze jedno kolokwium, z mikrobiologii, ale z tym, to już z górki. Niestety po świętach znowu się zacznie. Póki co łapię chwilę i piszę do Was - przepraszam, że zdjęcia są w sztuczny, beznadziejnym świetle, ale nie mogłam się już doczekać :)

Ot namiastka moich świąt - spokój pozorny a w tle... książki, eh.
 A dzisiaj kolejna część testu tuszowego. Wiecie, w okolicach nowego roku zawsze mam jakieś szczęście do trafiania na świetne tusze. Rok temu był to tusz Volume Milion Lashes od L'Oreal, który kiedyś jeszcze z pewnością kupię. Tego roku urzekły mnie jednak dwa inne, nowe dla mnie produkty:
Bourjois, Volume Fast & Perfect Mascara i Essence, I Love Extreme, Volume Mascara.


Dla przypomnienia - szybki look na moje nijakie rzęsy. Jeżeli macie ochotę przypomnieć sobie/dowiedzieć się jakie są moje rzęsy i czego szukam w tuszach - zapraszam [TUTAJ], do pierwszej części tuszowej sagi :).

Skąd te dwa tusze wzięły się w moim kosmetycznym koszyku? Tusz Essence przywędrował w mojej torbie z drogerii Natura odciążając tym samym portfel o wydaje mi się, że około 12 zł. Co dziwne, według KWC tusz kosztuje rzekomo 20 zł... Jakoś nie chce mi się w to wierzyć - tusze Essence przecież zawsze były taniutkie. Sprawa Bourjois jest nieco bardziej skomplikowana - wygrałam możliwość przetestowania tego produktu dzięki udziałowi w konkursie na stronie ibeauty.pl - serdecznie polecam Wam utworzenie tam konta oraz odwiedzanie forum. Wykazując się odrobiną kreatywności można zyskać coś fajnego do przetestowania :) A wracając do samego tuszu - od dawna mnie interesował, odstraszała mnie oczywiście cena (ok 50zł). Bardzo ciekawiło mnie działanie obrotowej szczoteczki oraz jakoś tuszy Bourjois - nie miałam do tej pory przyjemności ich testować.
Dobrze, czas na testy! Dla ułatwienia będę używać w dalszej części postu skrótów: ILE dla tuszu Essence i VFP dla tuszu Bourjois.

 Obietnice producenta:


ILE: Tusz dodający objętości, dla wszystkich którzy lubią volumen. Rozdziela pojedyncze rzęsy, nie sklejając ich i dając oszałamiający efekt. 


VFP: Zapewnia perfekcyjne nałożenie tuszu: wychwytuje każdą rzęsę, rozdziela je i pokrywa aż po same koniuszki! W czasie obrotu szczoteczki uwalniana optymalna ilość tuszu zapewnia równomierną aplikację formuły i makijaż każdej rzęsy. Wyjątkowo trwały i odporny skład nadający objętość, odpowiedni dla wrażliwych oczu, zawiera naturalne woski, witaminę E i kompleks olejku jojoba. 

Spodziewam się zatem rozdzielenia, objętości i efektu wow :)

Ciekawostka - w przypadku tuszu VFP opakowanie jest mniejsze niż szczoteczka i mechanizm a mamy więcej tuszu (12ml) niż w wielkim wręcz opakowaniu ILE (10ml). 



Po otwarciu: oba tusze fiołkami nie pachną, Mają charakterystyczny dla tuszy zapach - trochę drażniący. Ciężko było mi wykonać zdjęcia ze szczoteczka przy oku, bo zaraz piekło i samo się zamykało. Wyprzedzę tutaj jednak fakty - tusze nie podrażniają, oczy nie łzawią mi bardziej niż zwykłe, wszystko pod kontrolą. :)

Szczoteczka: 
ILE: Co to za wielkolud! Jest tak długa i prawie tak szeroka jak moje oko :D Zawsze lubiłam duże szczoteczki, ale ta w pierwszej chwili wydała mi się co najmniej przerażająca. Wymagała oswojenia - pierwsze próby malowania kończyły się umazaną górną i dolną powieką. Najlepiej aplikuje mi się tusz patrząc w dół a nie na otwartym oku i spojrzeniu na wprost, jak robiłam to do tej pory.

VFP: Tutaj szczoteczka jest dość długa i prosta. Włoski są ułozone nieco inaczej ułożone - jakby okółkowo. Nie miałam problemów z opanowaniem tej szczoteczki, jednak gdyby była nieco krótsza i może wyprofilowana łatwiej byłoby dotrzeć tam, gdzie chcę. Sam mechanizm działania szczoteczki jest przyjazny :) Szybko załapałam, w którą stronę powinna się obracać i jak ją układać. Obrotowa szczoteczka baaaaaardzo przyspiesza i ułatwia aplikację. Bateria działa trzeci miesiąc i nic nie zapowiada, by miała przestać :P

Niestety po wyjęciu szczoteczki z opakowania na obu, przy końcu zostaje czarny, wstrętny glut :C
Jeżeli miałabym wybierać między szczoteczkami - zdecydowanie wybieram VFP - większa kontrola, łatwiejsze dotarcie do małych rzęs. 

Na górze - wielka szczota ILE, na dole VFP, obie z glutami ^^
Pierwsza warstwa


ILE: I gdzie moje volume :( Jest za to piękna czerń i bardzo przyzwoite wydłużenie. Oko jest fajnie otwarte, nie obciążone, taki dziewczęcy, naturalny look. Bardzo mi się podoba i chętnie korzystam z tej opcji, kiedy nie mam czasu na skomplikowane makijaże z kreskami i innymi takimi.  

VFP: I tutaj również pogrubienia spektakularnego mi brak. Jest za to wydłużenie i piękne rozdzielnie rzęs. Szczoteczka naprawdę daje radę. Ten efekt również baaardzo mi się podoba, ale rzęsy są proste - jednak ILE trochę bardziej je podkręca i trzyma usztywnione w tym podkręceniu.
Druga warstwa:


.
ILE: Druga warstwa tuszu to już bardzo dużo produktu na rzęsach. Są one dość obciążone, oblepione, posklejane (zdjęcie pierwsze). Do kolejnego zdjęcia przeczesałam rzęsy szczoteczką po poczciwym tuszu Volume Milion Lashes i wszystko wygląda już lepiej. Widać, że mam rzęsy :P Niby za dużo, a jednak... bardzo lubię nakładać dwie warstwy ILE, kiedy chcę bardziej podkreślić oko. Do tego fajna kreska i efekt jest rewelacyjny :)


VFP również skleja rzęsy przy drugiej warstwie, jednak w dużo mniejszym stopniu niż ILE. Tu przyznaję rację producentowi - szczoteczka nabiera odpowiednią ilość tuszu. Dla równowagi i sprawiedliwości w ruch poszła szczoteczka po tuszu L'Oreala - efekty na drugim i trzecim zdjęciu.

 A tutaj... suprise. Czy nie dają podobnego efektu?
Mam nadzieję, że nie zginiecie w gąszczu moich nieuczesanych brwi ani nie pochłoną Was moje rozszerzone pory :P
W ciągu dnia: Oba tusze noszą się bardzo dobrze i przez cały dzień wyglądają ok. Po powrocie z uczelni oczywiście efekt już nie jest tak świeży i idealny, ale wciąż widać, że coś fajnego tam się dzieje. Wieczorem tusz wykrusza się, ale przecież nic nie jest niezniszczalne.

Demakijaż: VFP nie stawia oporu, bardzo dobrze zmywa się nawet gorszymi plynami do demakijażu. Gorzej jest z ILE - tutaj muszę się nieco bardziej postarać, żeby delikwent opuścił moje oczy :)

Podsumowując post - niezłe tusze o podobnym działaniu. W obu innowacyjne szczoteczki mające swoje wady i zalety. Jeżeli chodzi o efekt bardziej skłaniałabym się ku ILE, jeżeli o właściwości tuszu - zdecydowanie jest bliższy mojemu sercu tusz VFP. Jak się skończą to będzie rozterka....

A Wy testowałyście którąś z tych propozycji? Jak sprawdziła się na Waszych rzęsach?
Lecę nadrabiać Wasze blogi! :D! Spodziewajcie się mnie jutro :)

10 komentarzy:

  1. zdecydowanie muszę się skusić na ten tusz essence!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładny efekt dają oba :) na razie rezygnuję z kupowania tuszy, bo na stanie mam 7 :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Ci bardzo za Twoje miłe słowa :* tak, na zdjęciu jestem ja :) u mnie też śniegu nie ma i się nawet nie zanosi, żeby miał być ;(
    a co do róży to mam 2, a nie czekaj 3 :D po co mi tyle tego? :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już od dłuższego czasu mam ochotę wypróbować tusz z Essence :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię tusze Bourjois :). Zresztą, cała marka jest dla mnie taka- wiem, że mogę kupić kosmetyk w ciemno. Może nie będzie to KWC, ale na pewno nie uczuli i wykona przyzwoitą robotę.

    OdpowiedzUsuń
  6. noszę się z zamiarem zakupu jakiegoś tuszu z essence, widziałam na wielu blogach całkiem zadowalające efekty po ich zastosowaniu i się tak nakręcam ;d

    OdpowiedzUsuń
  7. Tusz Essence jest boski, sama go mam i lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne masz oczka i rzęski ;d

    OdpowiedzUsuń
  9. Oba dają fajne efekty :) Kupiłabym sobie ILE, ale muszę przystopować z tuszami do rzęs :D
    Zapraszam Cię też do zabawy, szczegóły na : http://spark3250.blogspot.com/2011/12/noworoczny-tag.html
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń

Adbox