Follow us

LightBlog

NOWE POSTY

LightBlog

8.08.2011

Oko z Simple Beauty + rozdanie Natalii

Niestety pogoda nadal nie dopisuje - chcę jednak mimo wszystko zrecenzować cienie, które dostałam od Simple Beauty. Zdjęcia w świetle dziennym oraz cienie w akcji uzupełnię:) Te, które zobaczycie dziś wykonałam w świetle lampki o dość naturalnym świetle + dodatkowo rozjaśniłam je nieco w programie, pobawiłam się krzywymi kolorów. To co osiągnęłam mniej więcej oddaje rzeczywiste kolory produktów.

Dla przypomnienia - w paczuszce, którą dostałam znalazły się trzy propozycje na oczko:) Każdy z produktów różni się właściwościami, no i kolorem.



Kiedy przedstawiłam Wam wszystko to, co dostałam, największe zainteresowanie zdobyła mini-paletka wypukłych cieni do powiek.

W plastikowym pudełeczku zamknięto pięć różnych wariacji na temat złota i miedzi. Znajdziemy tutaj zarówno odcienie ciepłe jak i chłodniejsze. Mamy wszystko czego potrzeba do wykonania makijażu - jasny cień do rozświetlenia kącika, cienie średnie na całą powiekę i coś ciemniejszego w załamanie.



Dwa z cieni mają bardzo zbliżony kolor, co zauważycie pewnie na zdjęciu. Nie uważam tego za wadę - można dzięki temu budować fajne przejście kolorów.
Wszystkie cienie są perłowe, więc nie do końca każdemu może pasować taki rodzaj makijażu. Nigdy nie miałam palety Sleek, ale wydaje mi się, że to taki rodzaj perły jak w słynnej palecie Storm (możecie porównać moje zdjęcia ze swatchami np. u Cathy *klik*) . Może to nasz polski, tańszy odpowiednik? (cena ok.6,90)



Cienie sprawiają wrażenie bardzo napigmentowanych. Kolor nie traci intensywności również przy przeniesieniu cienia paluchem na skórę dłoni. Dlaczego więc użyłam zwrotu "sprawiają wrażenie"? Kolorek niestety znika, jeżeli do aplikacji używamy pędzla słabo podnoszącego cień lub chcemy rozblendować granice. Oczywiście można wszystko osiągnąć jeśli się chce, ale trzeba na to dłuższą chwilę. Kolor cieni świetnie wypada kiedy do nakładania używamy aplikatora, np. tego dołączonego do opakowania. Coś w stylu cieni z Kobo, prawda?



Konsystencja cieni jest taka kremowa, krusząca się - typowa dla cieni wypiekanych. Cienie w związku z tym mogą się osypywać (zwłaszcza przy aplikacji pędzlami nie aplikatorem) jednak problem znika kiedy użyjemy ich na mokro. Spisują się świetnie! Woda wyciąga z nich jeszcze więcej metalicznego blasku a nakładanie staje się prawdziwą przyjemnością.

Trwałość cieni jest poprawna. Nie używam bazy pod cienie, stanowi ją w moim przypadku korektor z Pixie. Cienie trzymają się na oku w dobrym stanie na moich tłustych powiekach 6-7h, później pojawia się tendencja do zbijania w załamaniu. Nadszedł moment na anegdotę w stylu hard:P Pomalowałam kiedyś cieniami z paletki tego samego rodzaju we fioletach i brązach koleżankę z cerą suchą - cienie wytrzymały jej całą imprezę a następnego dnia w tym samym makijażu poszła na zajęcia. Nic się nie rolowało, kolory nie straciły intensywności. Mimo wszystko takich testów nie polecam, demakijaż to bardzo ważna rzecz:P

Cienie zdecydowanie polecam - duży wybór kombinacji kolorów (16 palet!) za bardzo małe pieniążki. Warto nad nimi popracować i się z nimi zaprzyjaźnić:)

Również 16 zestawów proponuje nam Simple Beauty jeżeli chodzi o matowe cienie. Taka mini paletka zawiera dwa zupełnie matowe, bezdrobinkowe kolorki. Mi w udziale przypadły fiolety (nr 10). Jaśniejszy fiolet - w zasadzie lawenda stał się moim ulubieńcem w momencie kiedy odkryłam jak cudownie ujednolica powiekę i przygotowuje ją do nakładania kolejnych kolorów. Ciemniejszy cień może być fajnym elementem ożywiającym monotonne makijaże - jest to bardzo energetyzujący odcień.



Cienie są mocno napigmentowane. Przy przeniesieniu na powiekę nieco tracą na intensywności, ale w niczym im to nie ujmuje. Aby wydobyć kolor postępuję jak w poprzednik przypadku - aplikator w ruch. Konsystencja cieni jest genialna - taka "mięciutka", pudrowa, ale nie sypiąca się. Bardzo przypominają mi w aplikacji i w tym jak wyglądają na powiece cienie Bell Satin Mat (klik), przy czym są 2x tańsze.


Cienie są wystarczająco trwałe, by przetrwać dzień w pracy/szkole. W ich przypadku nie zauważyłam, by zbierały się w załamaniu, dobrze trzymają się powieki, jednak z czasem ich kolor traci na intensywności. Nic nie jestety nie jest niezniszczalne:)

Ostatni cień, o którym opowiem, to cień pojedynczy z serii Intensive. Szczerze mówiąc jakoś niezbyt przychylnie się do niego nastawiłam - kolor błękitny z nutą szarości a więc zupełnie taki jak moje oczy. Do tego przy pierwszych swatchach ten Intensive jakiś mało intensiv się okazał...

Cień jest taki jaki opisałam - niebieski mający jednak coś wspólnego ze srebrem, szarością. Do tego drobinki brokatu mieniące się na różowo, zielono i biało. Sam w sobie cień jest przepiękny, nietypowy, ale tak jak pisałam - nie dla mnie.



Po przeniesieniu cienia na skórę drobiny nie są już tak widoczne jak w opakowaniu. I bardzo dobrze, bo nie lubię efektu kuli dyskotekowej:) Konsystencja przyjemna, cień ładnie łapie pędzel i aplikator. Zdziwiło mnie jednak to, że pod względem pigmentacji to zwykły cień a według obietnic producenta miał być taki intensywny! Wszystkie złe myśli na temat tego delikwenta zniknęły w momencie kiedy potraktowałam go wodą - brzydkie kaczątko zmieniło się w coś doskonałego. Kolor staje się intensywniejszy, taki "jeansowy" o nieco metalicznym podbiciu. Bardzo fajnie spisuje się jako liner i wcale nie gasi mojego koloru oczu wbrew temu co przypuszczałam na początku.



Produkt, który spisałam na straty okazał się być hitem wśród wszystkich testowanych:) Warto było dać mu szansę, oswoić, żeby przekonać się co to niepozorne pudełeczko w sobie kryje.

Na koniec chciałabym jeszcze napisać dwie informacje odnośnie wszystkich rodzajów cieni. Po pierwsze - cienie nie są bezzapachowe. Bardzo mnie to zaskoczyło przy pierwszym otwarciu pudełeczek, bo jeszcze z czymś takim się nie spotkałam. Czuć coś lekko kwiatowego, jakby konwalia? Nie radzę jednak wwąchiwać się bardziej, bo można wyczuć zapach babcinych kosmetyków, jeżeli wiecie o co mi chodzi:P Póki jednak nasz nos jest w bezpiecznej odległości to wrażenia zapachowe jak najbardziej okej:) Drugim istotnym faktem, który mi osobiście bardzo się podoba, jest to, że na każdym pudełeczku znajduje się skład cieni. Bardzo rzadki widok!







Podsumowując krótko recenzje - ceny super, wybór kolorów ogromny, jakość niegorsza od innych marek, które mamy na wyciągnięcie ręki. Simple Beauty spisało się na medal:)

***



Podoba Wam się ta torebka? To dobrze, bo teraz możecie ją wygrać w rozdaniu jednej z moich ulubionych bloggerek. Natalia zaprasza na swoje pierwsze rozdanie i kusi również innymi nagrodami - Sleek, NYX i inne nagrody w zasięgu ręki!



*klikając w obrazek konkursowy przeniesiesz się do notki rozdaniowej*

Natalia nie chce tym rozdaniem zyskać obserwatorów, co bardzo cenię - rozdanie jest dla wszystkich. Mimo wszystko zachęcam Was również do obserwowania jej bloga. Dziewczyna jest przemiła, wkłada dużo zaangażowania w blogowanie. Jej notki są treściwe a produkty zarówno te mniej popularne jak i będące w zasięgu "śmiertelników" :) Jeżeli jeszcze nie znacie jej bloga zachęcam do lektury.

13 komentarzy:

  1. O jeny, złota paletka *.* chyba muszę to zacząć leczyć :< podoba mi się każdy złoty kosmetyk, a zapowiedź limitowanki Modern Muse z Catrice mnie totalnie zabiła - mimo, że nie miałam dotychczas żadnego produktu tej firmy :P
    Bardzo fajna, rzetelna recenzja, zainteresowałaś mnie tymi cieniami :) A opowieść z serii hard jest niezła :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaa! Paletka tych złotawych cieni jest cudowna!
    A masełko koniecznie musi wpaść w Twoje ręce, bo pachnie obłędnie :D

    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Cienie mają przecudowne kolory *_* , ta szarość jest obłędna!!!!! Takiej właśnie szukam :).

    Cieszę się, że wzięłaś udział w rozdaniu, życzę Ci powodzenia Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo, przypomniałaś mi, że moja mama szczerze i z całego serca wierzy, że moje włosy są jakie są przez prostownicę. ;) wg niej nie są suche, tylko zwyczajnie popalone i wymięte.
    Prostownicy używałam góra raz na kilkanaście dni, dla kaprysu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcia, swatche - dobra robota ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezu, zachorowałam na tą paletkę ze złotem :)
    Ja dziś muszę zabarykadować drzwi bo w Londynie szaleją ludzie :/ póki co jestem przerażona!

    OdpowiedzUsuń
  7. O mamo, te złote cienie są powalające! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. zgadzam się w 100% - siła tkwi w prostocie ;)

    złote cienie wyglądają cudnie, ale ja siebie w takich kolorach jakoś kompletnie nie widzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. To nie wiem czemu tak na zdjeciu wyglada,wg mnie on jest anty-pomaranczowy:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Złoto- miedziane cienie są piękne. Ile można z nich zrobić kombinacji... ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dołączam się do 'ochów i achów' na temat złotej paletki :D Uwielbiam używać takich kolorów..
    Świetne zdjęcia notabene :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana, zapraszam na rozdanie ;) Jest to moje pierwsze, więc nie jest jakieś spektakularne :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Zakochałam się w tych Simple Beauty ! Będę ich szukać i to koniecznie :) Na codzień bardzo podoba mi się makijaż złoto-brązowy, uważam że bardzo do mnie pasuje w przeciwieństwie do innych kolorów :) Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć taką paletkę bo jest absolutnie fantastyczna ;) Na razie zużywam paletę 88 cieni Ruby Rose i tam jest złoty, ale tylko jeden naprawdę ładny i coś czuję, że długo nie wytrzyma ze mną :)

    OdpowiedzUsuń

Adbox