Follow us

LightBlog

NOWE POSTY

LightBlog

19.08.2011

Korektory Pixie cosmetics

TOM 1 - Nadzieja

*Prolog*
Niedługo minie miesiąc odkąd dostałam moją przesyłkę z korektorami Pixie cosmetics. Myślę, że to dobry moment na podsumowanie tego jak się spisywały - z postu powstała mi wręcz powieść dla wytrwałych :) Zaznaczam, że nie współpracuję z firmą a wszystko co prezentuję w tej notce nabyłam... no właśnie.


Rozdział 1: Skąd przybywasz?
Jakiś czas temu zamówienia nie były realizowane błyskawicznie jak to zwykle bywa w przypadku Pixie, dlatego Pani Sylwia zamieściła adnotację na swoich aukcjach dotyczącą gratisów:) Ze względu na konieczność oczekiwania na zamówione produkty przy wydaniu minimum 20zł dostawało się dowolnie wybrany pełnowymiarowy korektor oraz próbkę korektora. Mam nadzieję, że zrozumiałyście - starałam się wytłumaczyć wszystko jak najmniej pokrętnie:D W ten sposób trafił w moje ręce cały korektor jasnobeżowy oraz kropeczka korektora żółtego. Mam je więc około miesiąca. Korektor różowy (a w zasadzie próbka) przybył do mnie z moim pierwszym zamówieniem, złożonym w grudniu 2010. Korektor w regularnej cenie kosztuje nieco mniej niż 30 zł i jest dostępny na aukcjach alledrogo :).

Rozdział 2: Stosunki... od strony technicznej.


Pixie proponuje nam w tej chwili 5 kolorów korektorów do wyboru. Najnowszym z nich jest niedostępny jeszcze pół roku temu, korektor jasnobeżowy (05). Bardzo cieszę się, że firma wychodzi na przeciw klientkom i słucha ich porad, spełnia oczekiwania - dużo bowiem krytyki właśnie ze względu na ciemny kolor zebrał korektor beżowy (04). Nie mogę się wypowiedzieć co do ciemniejszej opcji, ale jaśniejsza jest na poziomie podkładów Pixie 1/2. Korektor z założenia ma być uniwersalny - do przebarwień, pod oczy, itd.




Różowy korektor (03) jest typowo rozświetlający (nie spodziewajmy się krycia, nie działa na tej zasadzie! ma odbijać światło a nie maskować). Ja stosuję go do rozjaśniania okolicy oczu, przeciągam minimalną ilość po szczycie nosa, nad ustami, czasami na kości policzkowe, łuk brwiowy... zastosowań mnóstwo :) Mój ulubieniec.
Żółty korektor (02) sprawdzi się w przypadku sinych cieni, bo swoim kolorem zniweluje je. Podobnie działa korektor zielony (01), który ma odwracać uwagę od zaczerwienień.

W swojej recenzji oczywiście będę mówić o produktach, które posiadam - korektor jasnobeżowy, różowy, żółty.

Korektor zaleca się nakładać palcem, ponieważ pod wpływem ciepła jego zbita kosystencja zmienia się i produkt łatwiej poddaje się rozcieraniu. Szczerze mówiąc trochę przeraża mnie wizja stosowania zielonego korektora za pomocą palca... zaczerwienienia kojarzą mi się z wypryskami a wypryski z zarazkami, a przenoszenie palcem z... no, niczym fajnym.

Rozdział 3: Kotku, co masz w środku?
Korektory - jak przystało na produktu mineralne, mają całkowicie naturalny skład, same oleje roślinne, pozwalające skórze oddychać. Według informacji podanych na stronie produkt powinien być wodoodporny.


Rozdział 4: Do dna...
Słoiczek (uroczy ten motylek:D!) jest stosunkowo mały (2,4ml), ale zawiera tak diabelnie wydajny produkt, że jednorazowy zakup z pewnością wystarczy na bardzo, bardzo długo - jestem gotowa powiedzieć, że na dłużej niż rok,nawet przy intensywnym użytkowaniu. Piszę to na podstawie swoich doświadczeń z korektorem beżowym - używałam go naprawdę nie żałując, a ledwo widać wgłębienie. Różowego korektora używa się oczywiście mniej - od grudnia zużyłam może 1/4 próbeczki. Najszybciej (co nie znaczy szybko:P) znika mi korektor żółty. Wydaje mi się jednak, że jest nieco bardziej miękki, plastyczny, "maślany" i stąd jego większe zużycie.

TOM 2 - Chcieć a mieć

Rozdział 5: ...iii akcja!
Aplikacja palcem nie zdała u mnie egzaminu - notorycznie nabierałam zbyt dużo produktu. Wszystko moja wina wiem, ale lepiej nie potrafię:) Tutaj wydajność produktu była jego przekleństwem, bo mała na pierwszy rzut oka kropka potrafiła się rozcierać na pół policzka. Dużo lepiej szło mi z pędzlem. Najpierw rozgrzewałam słoiczek w dłoniach, później sięgałam po sprzęt w kształcie miniaturowego pędzla do podkładu "koci język" - i już nie narzekam:).
Beżowy korektor aplikowałam na zaczerwienienia i inne strefy problematyczne. O miejscach dla różowego już pisałam. Najtrudniej było mi znaleźć zastosowanie dla żółtego korektora, ponieważ moje cienie pod oczami nie wymagają żółtego do zniwelowania ich... Kolorki również mieszałam, kombinowałam jak się da.

Strasznie, ale to strasznie wnerwia mnie to, że korektor wyłapuje łatwo wszystko co się do niego zbliży! Kurz, paproszki, wszystko! Mam nadzieję, że widać to na zdjęciu.


Rozdział 6: Huśtawka nastrojów.
Raz efekt zadowalał mnie, raz nie. Produkt dość kapryśny. Za pierwszym razem poraził mnie... wręcz efekt Photoshopa! Innym razem znów pojawiały się plamki, nierówności. Czasem nasz duet miał gorsze dni i tyle. Z aspektu upiększania jestem zadowolona. Myślę, że warto zaznaczyć, że produkt mimo swojej stosunkowo zbitej struktury, nałożony cienką warstwą nadaje się pod oczy. Dobrze rozblendowany nie zbiera się w załamaniach, zmarszczkach.

Rozdział 7: Houston, mamy problem!
Niestety po jakimś czasie kontaktów z kamuflażami Pixie moja buzia zaczęła kaprysić. W miejscach, gdzie nakładałam korektor pojawiły się podskórne niespodzianki :( Długo się goiły, czerwone to było a rozprawienie się z nimi zajęło mi trochę czasu. Nie polecam osobom podatnym na zapychanie olejami. Bardzo żałuję tego jasnobeżowego korektora, tyle nadziei było... Nadal jestem zadowolona z produktu aplikowanego pod oczy - nie wysusza mi tych okolic. Różowy także stosuję dzielnie, jednak uważam gdzie, ile i jak często.

*Epilog*
Moim zdaniem produkt jest wart swojej ceny, ale lepiej zdobyć go w inny sposób - mała próbka wystarczy na bardzo długo a przy okazji nie trzeba w razie nie polubienia się nawzajem, żałować tych 30 zł. Pod oczy rewelacja, w innych miejscach raczej uważałabym - z pewnością nie będzie to dobry produkt dla osób borykających się z zapychaniem. Produkt o dwóch twarzach, mający wady i zalety.
Na początek polecam każdemu korektor jasnobeżowy i różowy, bo tym duetem można zdziałać najwięcej. Po moich przygodach zielony raczej mnie nie skusi, a dla beżowego zwyczajnie nie znalazłabym zastosownia.



A dla tych, którzy nie lubią lektur...
*Streszczenie*

+ kolorystyka korektorów: jasnobeżowy, beżowy, zielony, żółty, różowy
+ wielofunkcyjne produkty, można łączyć dowolnie ich właściwości

+ korektor bardzo wydajny, zbita konsystencja

+ mocna pigmentacja

+ dobrze rozblendowany, w cienkiej warstwie działa cuda

+ naturalny skład

+ możliwość zdobycia próbek


- aplikacja, trzeba poszukać swojego sposobu
- kapryśny, nie zawsze wygląda dobrze, przy zbyt dużej ilości może zbierać się w załamaniach

- może zapychać
- drogi (wart swojej ceny, ale można sprzedawać go w mniejszej ilości za niższą cenę)

- możliwość kupienia tylko przez Internet


Ostatnia strona, drobnym druczkiem pisana
Mimo, że z korektorami jest niezaciekawie w moim przypadku, to mogę oficjalnie przyznać, że jestem totalnie zakochana w podkładach Pixie. Właśnie zauważyłam aukcję z wyprzedażą podkładów CDL... jest niefajnie. Najpierw słyszałam gdzieś, że Pixie ma wycofać formułę NF (którą notabene kocham!), była wyprzedaż podkładów a jednak można kupić wszystko do tej pory. Na miejsce NF miała być wprowadzona nowa formuła, ale do tej pory nic się nie pojawiło. Z nóg zwaliła mnie natomiast informacja z aukcji wyprzedażowej CDL - podkłady w kolejnych aukcjach mają kosztować 70zł i być uboższe o alantoinę. Cena jest przerażająca, dodatkowo Pixie nie grzeszą gramaturą. Nie wiem co to będzie :(
Dziękuję wszystkim, którzy doczytali post do końca... lub choćby do pewnego momentu^^

13 komentarzy:

  1. prezentuja sie obiecujaco, no ale wlasnie - ta cena przeraza, zreszta wszystkie ich kosmetyki wydaja mi sie za drogie :( aczkolwiek nie watpie, ze sa swietne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. no i nie wiem, czy się zdecydować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam czytać długie i bogate posty! doczytałam do końca i jeszcze nie raz do niego wrócę, bo dobry korektor to mój święty graal

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zawsze Twoja recenzja jest bardzo profesjonalna, po jej przeczytaniu nie ma się żadnych wątpliwości :).
    Nie używam raczej korektorów, ale przeczytałam całą, bo ciekawie piszesz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Korektorów nie używam, ale doczytałam do końca - kto wie kiedy przyda mi się taka recenzja :) Ja do rozświetlenia używam High Beam z Benefit, muszę wykończy go wreszcie.

    A co do mieszkania za granicą :) obecnie okupuję UK, konkretnie Londyn :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale super to napisałaś :D czekałam na tę recenzje już od wtedy, kiedy napisałaś że kupiłaś ;) w sumie nie wiem czemu, bo korektorów w zasadzie nie używam, ale cii :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi też się recenzja bardzo podoba, niesamowicie wyczerpującą. I ten pomysł z podziałem na tomy i rozdziały- genialny. :)
    Nie znam tej firmy, nie znam tych produktów, ale muszę przyznać, że brzmią ciekawie. :) Szczególnie ten rozświetlający, to coś co by mi się przydało. :) Zastanowię się nad zakupem.
    Kochana, i jeszcze odnośnie tej wymianki u mnie. :) Każda propozycja jest mile widziana i rozważana przeze mnie. Na pewno masz jakieś kosmetyki z których nie korzystasz, które leżą u Ciebie rzadko używane. Pomyśl i czekam na maila. :D :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna recenzja ;) Ja z zakupami z Pixie dostałam próbkę tego ciemnobeżowego korektora i w związku z tym,że jest za ciemny jeszcze jakoś go nie przetestowałam :/ A co do podkładów,to jednak wolę Lily Lolo.Od razu na allegro spr te wyprzedaże,ale niestety już się nie skuszę.Szkoda,bo wolałabym wspierac polską firmę ;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Rewelacyjna, bardzo wyczerpująca notka.
    Ładnie zeswatchowałaś te korektory- tak ładnie wyglądają, że nie czytając postu pomyślałabym, że to cienie do powiek :)
    Dostarczyłaś mi wszelkich poszukiwanych informacji. I narobiłaś ochoty na różowy korektor :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie się czytało Twoją historię z Pixie, jeśli chodzi o korektory to próbowałam tylko zielonego, ale nie potrafiłam go nałożyć. Wolę EDM w proszku. A jeśli chodzi o podkłady to CDL mnie zapchała i na tym skończyła się moja przygoda. :-(

    Pozdrawiam. :-)
    +obserwuję i zapraszam do obserwowania mojego bloga! :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dotarłam do końca :D
    Bardzo przydatna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń

Adbox